Aresztowany szaman
KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz
Za nami XXXV. Puchar Narodów Afryki. Do podsumowania trwającego przez prawie miesiąc turnieju jeszcze wrócimy. Na razie trwają rozliczenia w krajach, które albo zawiodły, albo nie spisały się tak, jak na to liczono. O kłopotach Gabonu, a szczególnie jej selekcjonera Thierry'ego Mouyoumy pisaliśmy już wcześniej. Prowadzona przez niego reprezentacja została… zawieszona, trener jest przesłuchiwany, oskarżany o defraudację milionów franków środkowoafrykańskich, dostał zakaz opuszczania kraju do czasu wyjaśnienia sprawy.
W Mali oberwało się z kolei miejscowemu szamanowi, który – za pieniądze – obiecywał, że Orły z Bamako wrócą z Maroka ze swoim pierwszym tytułem mistrza kontynentu. Nic takiego nie nastąpiło, bo w walce o półfinał Malijczycy nie dali rady silnemu Senegalowi. Szamana chciano za wzięte pieniądze oraz fałszywe obietnice zlinczować. Interweniowała policja, został aresztowany. Nie był tak skuteczny, jak przed laty jego rodak Aguib Sosso. Któż zacz?
Na te historię natknąłem się w angielskim magazynie „FourFourTwo”, przy zbieraniu materiałów do książki „Afryka gola! Futbol i codzienność”. Dotyczyła Francji i jej pierwszego mistrzostwa świata w 1998 roku… „Aguib Sosso miał sprawić, że Les Bleus po raz pierwszy w historii zdobędą mistrzostwo. Sosso zniknął na sześć miesięcy przed rozpoczęciem turnieju. Pomagał ponoć wtedy Francuzom. Zawodników wyposażył w specjalne opaski na nadgarstki, które chronić ich miały przed mocą złych duchów. Oprócz tego przygotował specjalną kąpiel, która wzmocniła moc ich lidera Zinedine'a Zidane'a. To nie wszystko, bo czarownik z Bamako miał też rzucić urok na gwiazdę Brazylijczyków Ronaldo. To miało tłumaczyć dziwne i niewytłumaczone do dziś kłopoty zdrowotne napastnika Canarinhos w dniu finałowego spotkania z Francją, które rywal łatwo wygrał w Paryżu 3:0”.
Dowodem na pomoc Aguiba Sosso Trójkolorowym były zdjęcia z finałów mistrzostw świata w 1998 roku i tajemnicza opaska na nadgarstku Zidane’a. W ekipie mistrzów świata nie brakowało wtedy piłkarzy z afrykańskim rodowodem, bo grali w niej przecież nie tylko mający algierskie czy kabylskie korzenie wspaniały Zidane, ale też Senegalczyk Patrick Vieira, urodzony w Ghanie Marcel Desailly czy zawodnicy z innych zamorskich posiadłości Francji, jak Christian Karembeu, Lillian Thuram czy bramkarz Bernard Lama. Korzystali ponoć na potęgę z usług szamana z Bamako! Jakże skutecznie.
Co ciekawe, wspomniany „Zizou” był gościem na każdym meczu Algierii podczas marokańskiego Coupe d’Afrique, bo przecież w ekipie Les Fennecs występował jeden z jego czterech synów - Luca. Bronił z powodzeniem algierskiej bramki.
Kończymy bieżące relacjonowanie z Maroka, gdzie „Sport” był widoczny i gdzie nasza aplikacja też dotarła. Nie rozstajemy się jednak z afrykańską piłką. Już w marcu DR Konga w interkontynetalnym barażu powalczy o awans na amerykańskie MŚ, a jeśli pokona wygranego z pary Jamajka/Nowa Kaledonia, będzie reprezentantem nr 10 z Czarnego Kontynentu na tegorocznym mundialu. Z kolei w marcu rozpoczną się eliminacje do kolejnego Pucharu Narodów, który już za… 15 miesięcy! Odbędzie się w czerwcu i lipcu przyszłego roku w Kenii, Ugandzie i Tanzanii. Kolejny PNA zaraz potem w… 2028, prawdopodobnie znowu w Maroku! Powie ktoś, że przecież turniej miał się odbywać co 4 lata. Tak rzeczywiście jest, ale to dopiero od 2028, a do tego czasu jeszcze... dwa kolejne turnieje!
Fejkowy szaman z Mali stał ponoć za wygraną Orłów w serii karnych z Tunezją w 1/8… Fot. Andrew Surma/PressFocus
