Angielski spokój

Trener John Carver uznał, że lepsze jest wrogiem dobrego i nie zawiódł się.

Przecież wiedziałem, że wygramy... Fot. PAP/Adam Warżawa

Zobaczyliśmy po co są środkowi napastnicy! Obie „dziewiątki” strzelały bramki, a choć Sebastian Bergier miał nawet dwie na koszulce (numer 99), to o wyniku przesądził Tomasz Bobcek, który gra z numerem o dziesięć niższym (89). Słowak z Gdańska strzelił w tym sezonie (łącznie z pucharem) dziesięć goli i... pewnie wiosny w Gdańsku już nie doczeka.

W 59 min pomógł mu Kacper Sezonienko, który odebrał piłkę wyprowadzającemu ją z własnej strefy obronnej Angelowi Baenie i podał do dobrze ustawionego kolegi, a Camilo Mena w doliczonym czasie równie skutecznym, efektownym i widowiskowym dośrodkowaniem wystawił piłkę Bobcekowi, który pokazał, że nie tylko szybko biega, ale i wysoko skacze.

W pierwszej połowie Widzew przeważał - w 24 min na przykład Matus Vojtko wybił piłkę z linii bramkowej po akcje Baeny, któremu zabrakło… trzeciej nogi do oddania strzału. Wydawało się, że piłkarzem meczu będzie Bergier, bo dzięki niemu na początku drugiej części goście objęli prowadzenie. Podanie Juljana Shehu było znakomite, wyjście na pozycję i strzał również, ale… ten gol wzbudza wątpliwości, których VAR nie rozwiał. Chwilę wcześniej Shehu wygrał walkę o górną piłkę z Bobcekiem, który nie oszczędzał się również w obronie, ale sprawdzano, czy atakował rywala prawidłowo. Takiej sytuacji VAR nie jest w stanie wyjaśnić. Po wielokrotnym obejrzeniu powtórki widać, że faul był albo... go nie było. Sędziowie uznali, że nie było, mimo że piłkarz Lechii pokazywał sporego siniaka na karku. Kilka minut później Bergier miał okazję do zdobycia drugiej bramki, ale strzelił niecelnie. No i wtedy rozpoczął się koncert Bobceka, Sezonienki, Meny i Tomasza Wójtowicza, którego nie było w ligowym składzie od fatalnego dla niego i Lechii (2:6 w Lubinie) meczu z 15 sierpnia. Tym razem wychowanek Ruchu zamknął swoją stronę boiska przed dawnym kolegą z reprezentacji Śląska juniorów Mariuszem Fornalczykiem. Rozpędu Lechii w końcowej fazie nie zatrzymała nawet 12-minutowa przerwa po kolejnym idiotycznym zadymieniu racami. Opłaciło się też kolosalne ryzyko taktyczne, bo trener Carver dokonał pierwszej i jedynej zmiany dopiero w 101 minucie!

Gdyby nie karne pięć punktów Lechia ze swoimi długami i wirusem (nie grali chorzy Kłudka, Paulsen i Wiunnyk) byłaby dzisiaj w tabeli przed Widzewem.

Wojciech Filipiak

OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐ ⭐


◼  Lechia Gdańsk – Widzew Łódź 2:1 (0:0)

0:1 – Bergier, 50 min (asysta Shehu), 1:1 – Bobcek, 59 min (asysta Sezonienko), 2:1 – Bobcek, 90+6 min głową (asysta Mena)

LECHIA: Weirauch 6 – Wójtowicz 7, Diaczuk 7, Rodin 7, Vojtko 7 – Mena 6, Kapić 6 (90+11. Pllana niesklas.), Żelizko 6, Neugebauer 6, Sezonienko 7 – Bobcek 9. Trener John CARVER. Rezerwowi: Kaczorowski, Awadalla, Ćirković, Głogowski, Kałahur, Kurminowski, Olsson, Szczepankiewicz, Carenko, Wiunnyk.

WIDZEW: Ilić 6 – Andreu 6, Visus 5, Żyro 6, Gallapeni 3 (67. Kozlovsky 2) – Baena 3 (77. Meissa Ba niesklas.), Alvarez 5 (77. Teklić niesklas.), Czyż 6 (90+7. Zeqiri niesklas.), Shehu 6, Fornalczyk 4 (67. Akere 2) – Bergier 7. Trener Igor JOVIĆEVIĆ. Rezerwowi: Kikolski, Hanousek, Pawłowski, Therkildsen.

Sędziował Wojciech Myć (Włodawa) – 7. Asystenci: Sebastian Mucha (Olsztyn) i Andrzej Zbvtniewski (Lublin). Czas gry 105 min (45+60). Widzów 14467. Żółte kartki: Kapić (72, niesp. zach.), Sezonienko (90+1, faul) – Gallapeni (20, faul), Czyż (90+7, faul), Bergier (90+13, faul).


MÓWIĄ LICZBY
LECHIA   WIDZEW
52 posiadanie piłki  48
3  strzały celne  3
8  strzały niecelne 6
5  rzuty rożne  3
2  spalone  2
14  faule  10
2  żółte kartki  3

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się