Ambitne plany Korony
Meczem z GieKSą Robert Kolendowicz zadebiutuje jako trener kieleckiej drużyny. Czy pod jego wodzą odniesie sukces już w tym sezonie?
Paweł Golański (z lewej) oraz Robert Kolendowicz (z prawej) nadają na tych samych falach. Czy to poprowadzi Koronę do sukcesów? Fot. Kacper Pacocha / Press Focus
Po przegranej w Poznaniu z Lechem 1:6 zmiany na stanowisku szkoleniowca Złocisto-krwistych należało się spodziewać. Tym bardziej że już wcześniejsze wyniki kieleckiego zespołu były poniżej rozbudzonych ambicji tak właściciela Łukasza Maciejczyka, jak złaknionych sukcesu kibiców.
„Coś się wypaliło”
– Jacek Zieliński wykonał w Kielcach dobrą robotę, ale doszło tu do częstego w piłce wypalenia. Największe rozczarowanie? Chyba mecz 1/8 finału Pucharu Polski z Chojniczanką w poprzednim sezonie. Zestawiając jednak plusy i minusy, to te pierwsze przeważają, bo kibice pamiętają mu, że wyciągnął Koronę z bardzo trudnej sytuacji. Obecnie nie był chyba w stanie już wycisnąć więcej z tych piłkarzy. Jego taktyka stała się zbyt przewidywalna. Korona potrafiła grać ofensywnie do pewnego momentu, a po strzeleniu bramki za bardzo się cofała. Tak straciła punkty z Wisłą i miała niepotrzebną nerwówkę z pogrążonym w kryzysie Rakowem – mówi nam o zwolnieniu 65-letniego szkoleniowca Jaromir Kruk, kielecki dziennikarz „Piłki Nożnej”, doskonale zaznajomiony z realiami Korony.
Czas Kolendowicza
Z wyborem nowego szkoleniowca w Koronie nie czekali zbyt długo. Już we wtorek ogłoszone zostało nazwisko Roberta Kolendowicza, który wcześniej pracował tylko w Pogoni Szczecin (za to na różnych stanowiskach – asystenta, koordynatora sportowego i pierwszego trenera). W barwach portowców miał całkiem niezłą średnią – 1,73 pkt na mecz, a pracę stracił we wrześniu zeszłego roku po meczu z… Koroną. Dyrektor sportowy kielczan Paweł Golański przyznał, że rozmowy były bardzo konkretne i potoczyły się bardzo szybko. – Dla mnie najważniejsze było to, że Robert od początku czuł ten projekt. Chcę otaczać się ludźmi, którzy wierzą w to, co się robi – powiedział dla Meczyków. Czy to faktycznie dobry wybór, który będzie w stanie zaspokoić duże apetyty właściciela? – Różne nazwiska były brane pod uwagę. Nazwisko Roberta Kolendowicza przewijało się od dawna, choćby z tego powodu, że w przeszłości grał w Koronie. Jako trener zostawił po sobie niezłe wrażenie w Pogoni. Na pewno przyda się inne spojrzenie na drużynę. Jest to pewne ryzyko, ale jak się go nie podejmuje, to się nic nie wygrywa. Na pewno będzie miał możliwość wykazania się, bo jako piłkarz nie miał możliwości pokazania pełni umiejętności przez kontuzję. W środowisku kieleckim odbierany jest pozytywnie – mówi nam Kruk.
Z jakimi problemami na „dzień dobry” będzie musiał uporać się trener dziewiątej aktualnie drużyny w lidze? – Korona ma największy problem z bronieniem pola karnego i ustawieniem środkowych pomocników. Na pewno trzeba poprawić grę defensywną, bo 18 straconych goli po 11 kolejkach to trochę za dużo. Lewa strona z Marcelem Pięczkiem i Konradem Matuszewskim pozostawia również sporo do życzenia. Nowy trener powinien więcej wycisnąć też z Patrika Hellebranda, który w Kielcach nie prezentuje tego poziomu co w Zabrzu. Mariusz Stępiński też się za bardzo cofał i nie było komu wykańczać sytuacji bramkowych – uważa nasz rozmówca.
Celują w puchary i finał PP
Przed obecnym sezonem Korona przeprowadziła najgłośniejsze transfery w całej ekstraklasie. Stąd bilans 4 wygranych, takiej samej liczby porażek i trzech remisów odbierany jest z dużym rozczarowaniem. Jak daleko sięgają ambicje Łukasza Maciejczyka, który w marcu zeszłego roku został nowym właścicielem kieleckiego klubu? – W moim odczuciu nie dalej jak w perspektywie dwóch lat widzi Koronę w europejskich pucharach. A jego największym marzeniem jest występ Korony w finale Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Jest świadomy, że wiele spraw trzeba jeszcze poukładać, ale powoli wszystko idzie do przodu. To jest bardzo ambitny człowiek – kończy Jaromir Kruk.
Mariusz Rajek
