Afrykańskie starcie
Przed meczem o 3. miejsce pewne było, że któraś z drużyn po raz pierwszy sięgnie po olimpijski medal.
Soufiane Rahimi strzelił co najmniej jednego gola w każdym meczu na igrzyskach. Fot. PAP / EPA
Egipt i Maroko, czyli dwie reprezentacje, które podczas olimpijskiego turnieju spisywały się nadzwyczaj dobrze, spotkały się w swoim ostatnim meczu w Paryżu. Po półfinałowych porażkach z Francją i Hiszpanią drużyny zmierzyły się o 3. miejsce. Było więc o co walczyć, w końcu celem był brązowy medal.
Spotkanie bardzo pechowo rozpoczęło się dla Egipcjan, bo już w 12 minucie boisko z powodu kontuzji opuścić musiał Zizo. Nieco ponad 10 minut później ich sytuacja stała się jeszcze gorsza, gdyż fenomenalnego gola zdobył Abde Ezzalzouli. Piłkarz Betisu stał przed polem karnym i z miejsca oddał uderzenie. Okazało się ono nie do obrony dla egipskiego golkipera. Sytuacja reprezentacji znad Nilu stała się jeszcze trudniejsza, gdy do strzelania goli zabrał się Soufiane Rahimi, który chwilę po bramce Ezzalzouliego sam trafił do siatki. Wynik 2:0 utrzymał się do przerwy, więc powoli można było szykować medale dla Marokańczyków.
Po zmianie stron byli bezlitośni. W 51 minucie trzecią bramkę zdobył El Khannouss, w 64 minucie po raz kolejny trafił Rahimi, a w 73 minucie na listę strzelców wpisał się Akram Nakach, który dotychczas był tylko rezerwowym. Tym razem wyszedł w pierwszym składzie i „dobił” bezradnych Egipcjan. Marokańczycy nie zamierzali się jednak litować. Sprawy w swoje ręce wziął ich największy gwiazdor, Achraf Hakimi. W 87 minucie prawy obrońca podszedł do rzutu wolnego i trafił idealnie w „okienko”. Porażka 0:6 był ogromną karą dla Egipcjan, którzy pod koniec spotkania pytali sędziego, kiedy zagwiżdże po raz ostatni. W większości spotkań na igrzyskach arbitrzy doliczali minuty do regulaminowego czasu, ale Espen Eskas postanowił nie przedłużać cierpień jednej ze stron. Tym samym Marokańczycy w fantastycznym stylu sięgnęli po pierwszy medal olimpijski.
Kacper Janoszka
O 3. miejsce
Egipt - Maroko 0:6 (0:2)
0:1 - Ezzalzouli (23), 0:2 - Rahimi (26), 0:3 - Khannouss (51), 0:4 - Rahimi (64), 0:5 - Nakach (73), 0:6 - Hakimi (87).
Krok od złota
Thierry Henry był niezwykle utytułowanym piłkarzem; był mistrzem świata, mistrzem Europy, zwycięzcą Ligi Mistrzów, a o jego krajowych zdobyczach z Monaco, Arsenalem czy Barceloną nie będziemy wspominać. Jako trener nie osiągnął jednak wiele. Szybko został zwolniony, gdy był szkoleniowcem Monaco. Później chwilę później asystentem selekcjonera Belgii. Teraz jednak jest o krok od największego trenerskiego osiągnięcia. Olimpijska kadra Francji, której jest opiekunem, zmierzy się dziś z Hiszpanią w starciu o złoty medal. To wiele znaczy, nawet dla tak wielkiego napastnika, jakim był Henry. - Myślę, że powrót po igrzyskach do rzeczywistości będzie trudny. Co noc oglądam mecze moich chłopaków i dostaję gęsiej skórki, gdy widzę, jak grają - powiedział 46-latek. Spotkanie będzie nie tylko ważne dla niego i dla zawodników z powodu stawki. Piłkarze zaprezentują się przed własną publicznością na stadionie Parc des Princes. - Już teraz osiągnęliśmy sukces. Zróbmy wszystko, żeby był jeszcze większy - stwierdził Henry.
(kaj)
Finał
Piątek, 9 sierpnia, godz. 18.00
Francja - Hiszpania
