280_11 Od euforii do smutku

Miny Moniki Kobylińskiej (z lewej) i Karoliny Kochaniak-Sali mówią wszystko, ale trzeba wierzyć, że na ich twarzach jeszcze zagości uśmiech.

Fot. ZPRP


Od euforii do smutku 

 Jesteśmy zawiedzione, ale ten turniej się nie skończył - zapowiada Monika Kobylińska.


Tańce, śpiewy, podskoki, euforyczne piski... - to wszystko towarzyszyło naszym paniom po zwycięstwach z Irankami i Japonkami. Postawa w tych meczach wlała optymizm, że po latach uda się im odegrać znaczniejszą rolę w najważniejszym turnieju. W poniedziałkowy wieczór nastąpiła jednak bolesna weryfikacja. Trudno dociec, na czym opierany był optymizm przed meczem z Niemkami, bo chyba nie na tym, że do ostatniej syreny męczyły się z Japonkami, zaliczając sporo słabszych fragmentów i przestojów, a biało-czerwone pokonały je... spokojnie dwoma. Opinie ekspertów, że w kadrze naszych zachodnich sąsiadów solidne są tylko dwie zawodniczki, już po kwadransie można było włożyć między bajki. Ponadto kolejny raz okazało się, że mecz meczowi nie jest nierówny, a każde spotkanie to inna historia i fakt, iż cztery ostatnie konfrontacje były zacięte oraz wyrównane (remis i 3 porażki Polek), nie miał żadnego znaczenia, bo trener Markus Gaudisch lepiej niż Arene Senstad i jego ludzie przeanalizował rywalki. 

Nie trzeba być wybitnym znawcą szczypiorniaka, żeby wiedzieć, że naszą liderką i najbardziej bramkostrzelną zawodniczką jest Monika Kobylińska. Nazwisko leworęcznej rozgrywającej na odprawie Niemek wymienione zostało najczęściej. Efekt był taki, że notująca 100. występ w kadrze „Kobi” oddała 8 rzutów i zdobyła 3 bramki, z czego 2 z karnych; niewiele, ale i tak... najwięcej spośród wszystkich naszych reprezentantek. - Nie był to mój wymarzony jubileusz... - zwieszała głowę kapitan zespołu w rozmowie z viaplay.pl, posiadaczem praw do transmisji z MŚ. - Nic w naszej grze nie funkcjonowało - ani w obronie ani w ataku. Jesteśmy zawiedzione, ale nie był to nasz ostatni mecz w tym turnieju. Potrzebna jest solidna analiza i zostawienie tego co już było - dodała Kobylińska, zwracając uwagę na postawę niemieckich bramkarek. - Miałyśmy sytuacje rzutowe, ale gole nie padały, bo obie miały dobry dzień - stwierdziła nasza zawodniczka, a za Sarą Wachter i  Kathairną Filter przemawiały liczby. Pierwsza zaliczyła 38, a druga 40% skuteczności. Zachwycała zwłaszcza ta druga. Przed przerwą obroniła 4 rzuty z prawego skrzydła, naszej - wydawałoby się mocnej broni - ale tytuł MVP otrzymała za całokształt, choć równie efektowe zawody zaliczyły Alina Grijseels (7/7) i Antje Doll (5/5). 

- Zespół niemiecki był poza zasięgiem. Nie dawaliśmy rady w żadnym elemencie, graliśmy za miękko, nic nam nie wychodziło. Przepraszamy za występ - powiedział trener Senstad, ale cudownie ozdrowiona po urazie stawu skokowego [Karolina Kochaniak-Sala] mimo wszystko jest dobrej myśli. - Nie zwieszamy głów. Mam nadzieję, że to był nasz najgorszy mecz w tym turnieju. Dobrze wiemy, jak potrafimy grać - powiedziała ambitna zawodniczka Zagłębia Lubin, będąca myślami już przy czwartkowym meczu z Serbkami. Marek Hajkowski


Czy wiesz, że...

* Reprezentacja Polski zanotowała najlepszy start w historii występów na mistrzostwach, bo jeszcze nigdy do fazy zasadniczej nie zabrała 2 punktów. 

* W ciągu 180 minut grupowej rywalizacji biało-czerwone zdobyły 84 bramki, co daje średnią 28.

* Przeprowadziły 189 ataków. Sfinalizowały 63% z nich, notując 58,3% skuteczności.

* Najwięcej trafień (17) zanotowała Monika Kobylińska. 

* Statystycy IHF podają, że 19 bramek zdobyły nasze skrzydłowe, 16 goli padło z okolic 9 metra, 13 było efektem przedarcia się przez obronę, 12 po kontratakach, 10 z 6 metra, a 9 z rzutów karnych. 

* Polki zanotowały 7 przechwytów, 24 minuty karne i 17 razy sprokurowały rzuty karne.

* Faza grupowa należała do naszych bramkarek, które zatrzymały 38 rzutów, notując 33,6% skuteczności. Adrianna Płaczek miała 23, a Barbara Zima 15 udanych interwencji. Tylko Płaczek obroniła 5 rzutów karnych w jednym meczu (z Japonią), co na tym mundialu nie udało się żadnej bramkarce.