280_09 Nie biorą jeńców
Marokańczyk Ismael Saibari zdobył jedną z bramek, która pozwoliła PSV pokonać Feyenoord. Fot. PAP/EPA
Nie biorą jeńców
PSV Eindhoven wygrało wszystkie 14 spotkań ligowych i kroczy w stronę rekordu... który sam ustanowił.
To był sezon 1987/88. „Rolnicy” znajdowali się właśnie na początku swojej historycznej serii, która pozwoliła im zdobyć 6 mistrzostw Holandii w 7 kolejnych kampaniach. Drużyna z Eindhoven była pewna tytułu właściwie już na półmetku, kiedy dokonała rzeczy, której jak na razie nie powtórzył nikt. Wygrała 17 pierwszych meczów. Aktualnie jej licznik wskazuje 14 i ciągle bije. Do wyrównania rekordu zostały 3 spotkania, w trakcie których zmierzy się z przeciętnymi Heerenveen i Excelsiorem, a także aktualnie trzecim w tabeli AZ Alkmaar.
Bosz za van Nistelrooya
W czterech ostatnich odsłonach PSV zostawało wicemistrzem Holandii (nie licząc przerwanego przez covid sezonu 19/20), ale latem więcej było w klubie znaków zapytania niż pewników. Wszystko to za sprawą rezygnacji z pracy trenera Ruuda van Nistelrooya, który w poprzednich rozgrywkach zdobył z zespołem Puchar i Superpuchar Holandii. Kibice jego decyzję o natychmiastowym odejściu – na kolejkę przed końcem – przyjęli z zaskoczeniem, ale w kuluarach mówiło się o konflikcie van Nistelrooya z piłkarzami, a potem także ze swoimi asystentami. W Eindhoven zastąpił go Peter Bosz, który w przeszłości pracował m.in. w Ajaksie Amsterdam, Borussii Dortmund czy ostatnio Olympique Lyon, gdzie nie poszło mu zbyt dobrze. Udzielając pierwszej wypowiedzi po zatrudnieniu zapowiedział, że chce, aby PSV ponownie dominowało w Eredivisie. Nikt nie przypuszczał, że jego słowa sprawdzą się aż tak dosadnie.
Wydawało się, że karty w Holandii będzie rozdawał aktualny mistrz, Feyenoord Rotterdam. W ostatniej kolejce wszyscy definitywnie przekonali się, że tę rolę przejęło PSV, które w starciu z obrońcami tytułu wygrało 2:1, choć lekko nie było. – Naprawdę nie wiem, czy zasłużyliśmy na zwycięstwo. W przerwie powiedziałem moim zawodnikom, że o wygranej zadecydują detale i tak się właśnie stało. Stworzyliśmy niesamowitą serię i jestem z tego powodu bardzo zadowolony. Uważam, że mamy naprawdę dojrzały zespół – mówił po cennym zwycięstwie Bosz. Szkoleniowiec, który zawsze preferował ofensywny i aktywny futbol, znowu go pokazuje. „Rolnicy” mają najlepszy atak w lidze, ale – co nie zawsze u Bosza było takie oczywiste – również najlepszą obronę. To wszystko udaje się mimo faktu, że od października z powodu kontuzji nie gra najwyżej oceniany stoper drużyny, Armel Bella-Kotchap.
Nie spoczną na laurach
Jako kluczowe postaci PSV można wymienić aktualnie doświadczonego, wszędobylskiego napastnika Luuka de Jonga, pomocnika Joeya Veermana, siejącego spustoszenie swoimi progresywnymi podaniami, czy stopera Oliviera Boscagliego, również znakomicie rozgrywającego piłkę. To zresztą nie byłoby możliwe, gdyby nie asekurował go znacznie „prostszy” w obyciu drugi środkowy obrońca, Andre Ramalho, koncentrujący się głównie na destrukcji. To jednak pokazuje, jak wielki nacisk kładzie na ofensywę Peter Bosz i takie podejście znalazło żyzny grunt właśnie w Eindhoven.
Oczywiście nie zawsze tak dobrze szło PSV w Lidze Mistrzów. Po słabym początku wydaje się, że „Rolnicy” – zajmujący 2. miejsce w grupie na kolejkę przed końcem fazy – pozostaną w Champions League. Jest to możliwe dzięki fantastycznemu pościgowi z ostatniego meczu z Sevillą, kiedy do 68 minuty Holendrzy przegrywali na wyjeździe 0:2, by finalnie wygrać 3:2. W Eindhoven najważniejsza jest jednak liga. PSV czeka na mistrzostwo od 2018 roku. – Nie sądzę, abyśmy spoczęli na laurach. Jesteśmy dobrym zespołem, co udowodniliśmy, wygrywając 3 kluczowe mecze wyjazdowe, z Twente, Sevillą oraz Feyenoordem – powiedział Bosz. Piotr Tubacki
