280_05 Ruch przygotowuje się do wiosny

Tomasz Swędrowski dobrze czuje się na stadionie Cracovii, ale to nie ma przełożenia na zdobycz punktową Ruchu. Fot. Krzysztof Porębski/Press Focus


Ruch przygotowuje się do wiosny

W Chorzowie nie mają zbyt wiele czasu na rozpamiętywanie ostatnich niepowodzeń. Już w piątek meczem z udziałem Ruchu rozpocznie się przedostatnia tegoroczna kolejka. 


Poniedziałkowym treningiem wyrównawczym dla piłkarzy, którzy nie grali w Krakowie w ogóle lub też zaliczyli jedynie epizodyczny występ w tym spotkaniu, Ruch Chorzów rozpoczął przygotowania do kolejnego meczu. „Niebiescy” trenują na pełnych obrotach, ale zdają sobie także sprawę, że tak całkowicie odciąć się od tego, co wydarzyło się w niedzielę w Krakowie, jednak się nie da. – Powinniśmy wygrać to spotkanie – mówił wprost po meczu z Cracovią w klubowych mediach [Tomasz Swędrowski]. 


Nadal jest tak samo

– Tak samo powinniśmy wygrać mecz z Koroną Kielce. Jeden punkt nic nam nie daje – powiedział pomocnik Ruchu, który ma już na koncie cztery bramki w ekstraklasie. Jeszcze kilka lat temu grał w trzeciej lidze, dzisiaj na pewno jest jednym z pozytywniejszych zaskoczeń w elicie. Na stadionie przy ulicy Kałuży czuje się chyba wyjątkowo dobrze, bo w meczu z Puszczą Niepołomice również wpisał się na listę strzelców. – Nic to jednak nie daje nam drużynowo, bo chcieliśmy meczem z Cracovią poprawić swoją sytuację w tabeli. Nadal jest tak samo. Kto lepiej zachował się przy stałych fragmentach gry, kto nie popełnił błędów w powietrzu, ten miał większe szanse w tym spotkaniu. Z tego brały się te sytuacje bramkowe, bo nie ukrywajmy, boisko było, jakie było – podkreślił Swędrowski. 

Jednym z wniosków, który może nasuwać się po analizie niedzielnego spotkania, jest fakt, że Ruch ma problemy z utrzymaniem prowadzenia. Tylko w meczu z ŁKS-em dowiózł korzystny wynik do końca (2:0). W kilku innych pojedynkach prowadzenie chorzowianom uciekało, chociażby w przegranym meczu z Zagłębiem Lubin na wyjeździe (1:2), w zremisowanym starciu w Gliwicach ze Stalą Mielec (1:1), jak też w spotkaniu z Rakowem Częstochowa (3:5). Podobna sytuacja miała miejsce w meczu z Widzewem Łódź, jednak tam pewnym usprawiedliwieniem mogą być okoliczności, gdyż Ruch decydujące pół godziny grał w dziewiątkę. 


To niedopuszczalne

Najdobitniej dało się to jednak zauważyć w dwóch ostatnich meczach, gdy Ruch w ten sposób zgubił aż cztery punkty. I to dosłownie w ostatnich minutach gry. – W meczu z Cracovią straciliśmy dwa punkty. To jest niedopuszczalne, by grając w przewadze jednego zawodnika i wychodząc trzy razy na prowadzenie nie utrzymać tego prowadzenia – grzmiał po niedzielnym spotkaniu [Mateusz Bartolewski]. – Wiedzieliśmy, że mamy przewagę jednego zawodnika, ale nic z tego nie wynikało. Nie potrafiliśmy kontrolować tego spotkania – dodał defensor Ruchu. 

Dla przeciwwagi – chorzowianie w tym sezonie dwukrotnie wychodzili z opresji. Czy to w meczu z Puszczą Niepołomice (dwubramkowej, i to na wyjeździe), czy też w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław, gdzie dwukrotnie gonili wynik. Charakteru chorzowianom zatem nie można odmówić. – Wszystko zaczyna się w głowie – przyznał trener [Jan Woś]. 


Kadra się zmienia

W piątek „Niebiescy” rozpoczynają natomiast rundę… wiosenną spotkaniem z Zagłębiem Lubin. Mecz z drużyną trenera Waldemara Fornalika jawi się jako kolejny pojedynek o życie. Chorzowianie w dwóch ostatnich tegorocznych spotkaniach (na zakończenie rywalem będzie jeszcze Łódzki Klub Sportowy) muszą pokusić się o jakieś zwycięstwo, tak by przynajmniej częściowo odrobić straty do drużyn znajdujących się „nad kreską”. 

W pierwszym spotkaniu z Zagłębiem Lubin, w końcówce lipca, „Niebiescy” przegrali na Dolnym Śląsku 1:2. O tym, jak kadra Ruchu w trakcie tego sezonu się zmienia, świadczy najlepiej to, że siedmiu graczy z podstawowego składu z tamtego spotkania w piątek na boisku zapewne nie zobaczymy. To pokłosie urazów i problemów zdrowotnych, jak w przypadku chociażby Tomasza Wójtowicza czy też Patryka Sikory lub też absencji wymuszonych Macieja Sadloka (pauza za osiem żółtych kartek), ale także bardzo słabej dyspozycji. Z tego powodu wypadli z obiegu chociażby Jakub Bielecki czy też Paweł Baranowski. (TD)