280_04 Taki mamy klimat
Ostatni mecz w Kielcach miał mało wspólnego z futbolem. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
Taki mamy klimat
Śnieg zalegający na murawie nie tylko pogarsza jakość spotkań, ale także jest niebezpieczny dla zdrowia piłkarzy.
Miniona sobota była dla fanów polskiej piłki trudna do zaakceptowania. Już rano ogłoszono, że mecz Stal Mielec – ŁKS Łódź zostaje odwołany z powodu śniegu zalegającego na murawie. Podobną decyzję podjęto w Gliwicach, gdzie po 15 minutach spotkanie Piasta z Puszczą Niepołomice zostało zawieszone. W I lidze również zostały odwołane dwa mecze. Granie w tak trudnych warunkach mijało się z celem, jednak nie na wszystkich obiektach piłkarskich zdawano sobie z tego sprawę. Wieczorem w dramatycznych okolicznościach przyrody rozegrany został mecz Korony z Lechem, a wcześniej na zapleczu ekstraklasy rywalizowały ze sobą zespoły GKS-u Katowice i Arki Gdynia.
Kuriozum straszne
W przypadku obu spotkań decyzje o tym, żeby zostały one rozegrane od początku do końca, były co najmniej kuriozalne. Warunki na stadionach w Kielcach i Katowicach nie różniły się w żadnym stopniu od tych zastanych w Gliwicach czy Mielcu. Murawa była zasypana śniegiem. Jedynymi miejscami odgarniętymi z białego puchu były linie. W takich okolicznościach grać w piłkę nożną na poważnie się nie da. Piłkarze bardziej niż o zdobyciu gola myśleli o tym, jak dobrze postawić krok, żeby się nie wywrócić. – To nie miało żadnego związku z piłką nożną. Raczej z walką i kopaniem do przodu. Graliśmy w styczniu sparingi z Hansą Rostock, boisko było podobne, leżała gruba warstwa śniegu. W dniu spotkania śmialiśmy się, że jakby boisko było takie samo w lidze, to nie ma szans, żebyśmy zagrali. A jednak było takie samo i zagraliśmy. Kuriozum straszne – powiedział po spotkaniu w Kielcach zawodnik Lecha Radosław Murawski.
O warunki tego samego dnia na arenie w Katowicach zapytaliśmy natomiast Arkadiusza Jędrycha, kapitana GieKSy. – Rozmawialiśmy po meczu chwilę z chłopakami z Arki. Dziękując, powiedzieliśmy sobie, że najważniejsze dzisiaj jest zdrowie. Punkty oczywiście są dla nas ważne, ale to, że po tym meczu wszyscy jesteśmy zdrowi, jest kluczowe – zauważył 31-letni defensor.
Skrajne przemyślenia
O takim szczęściu nie mógł mówić uczestnik rywalizacji w województwie świętokrzyskim, Adriel Ba Loua. Ten po nieco ponad 20 minutach musiał opuścić plac gry z powodu kontuzji. Urazy oczywiście są czymś normalnym w futbolu, jednak w tym przypadku winą za zajście muszą zostać obarczone te osoby, które pozwoliły na to, by do tego meczu w ogóle doszło. Iworyjczyk bez kontaktu z przeciwnikiem poślizgnął się na trudnej do gry nawierzchni i upadł na rękę, przez co uszkodził bark i będzie pauzował co najmniej do końca roku.
Trudno jest w takiej sytuacji mieć pretensje do czynnika losowego, który spowodował, że warunki atmosferyczne były takie, a nie inne. Nie potrzeba pracy jasnowidza, żeby przewidzieć, że w grudniu w Polsce zacznie padać śnieg. Napięty kalendarz nie pomaga w tym, żeby jakkolwiek ułożyć terminarz w taki sposób, aby nie rozgrywać spotkań w grudniu, szczególnie gdy gra się w systemie jesień-wiosna. Co ważniejsze, miniona kolejka nie była ostatnią w bieżącej rundzie. Przed nami wciąż kilka spotkań, a niektóre z zaległych meczów zostaną rozegrane dopiero w drugiej połowie miesiąca. Takie sytuacje zmuszają do pewnych skrajnych przemyśleń na przejście do systemu rozgrywek wiosna-jesień. W ten sposób oczywiście minimalizuje się szanse na opady śniegu w trakcie sezonu, ale z drugiej strony oddala się od zachodniej piłki.
Widowisko na śniegu
„Sorry, taki mamy klimat” – powiedziała w styczniu 2014 roku minister infrastruktury i rozwoju Elżbieta Bieńkowska, komentując opóźnienia pociągów z powodu trudnej sytuacji pogodowej. I być może należy się z tym klimatem pogodzić, jednak przy okazji nie można stawiać na szali zdrowia zawodników. Z pewnością nie stałaby się nikomu krzywda, gdyby spotkania w Katowicach i Kielcach zostały przełożone na inny termin. W przypadku starcia na Górnym Śląsku jedynymi pokrzywdzonymi potencjalnej decyzji o odwołaniu spotkania byliby kibice Arki (było ich ośmiu), którzy przejechali całą Polskę, żeby zobaczyć „widowisko” na śniegu. To też podobno był jeden z powodów, przez który mecz nie został przerwany. Kacper Janoszka
