278_7 Zegarmistrzowska precyzja

Piłkarze Korony i Lecha mimo anormalnych warunków do gry dali z siebie wszystko. Szczęście tym razem uśmiechnęło się do gości. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus


Zegarmistrzowska precyzja

Komplet punktów „Kolejorzowi” w Kielcach zapewnił w końcówce spotkania Norweg Kristoffer Velde.


Organizatorzy sobotniego spotkania Korona Kielce - Lech Poznań mieli poważne wątpliwości, czy dojdzie ono do skutku. Powodem ich niepokoju były intensywne opady śniegu, które mogły storpedować zawody. Ekipy odśnieżające wykonały gigantyczną pracę, by sędzia Bartosz Frankowski mógł rozpocząć spotkanie. Gwoli prawdy trzeba koniecznie dodać, że w miarę upływu czasu warunki do gry były coraz gorsze. Powiedzieć anormalne, to nic nie powiedzieć. Piłkarze obu zespołów w ostatnich minutach tak naprawdę walczyli w kopnym śniegu, który byłby frajdą dla dzieci, ale nie dla zawodowych sportowców uganiających się za piłką. Moim zdaniem kluczowym momentem tego pojedynku była wymuszona zmiana w drużynie gości dokonana w 27 minucie. Z powodu kontuzji barku plac gry (określenie boisko byłoby nadużyciem) opuścił Adriel Ba Loua, zaś miejsce Iworyjczyka zajął Kristoffer Velde. I to właśnie 24-letni Norweg rozstrzygnął losy meczu w 87 minucie. Pomocnik „Kolejorza” mimo anormalnych warunków uderzył zza pola karnego w długi róg i zmusił do kapitulacji Xaviera Dziekońskiego. Precyzja iście zegarmistrzowska, która zapewniła drużynie z Bułgarskiej komplet punktów. - Nie wiem jak zdołaliśmy rozegrać to spotkanie, bo toczyło się naprawdę w przedziwnych warunkach, ale zgaduję, że sędziemu należy się szacunek za decyzję o jego dokończeniu - przyznał bohater wieczoru, Kristoffer Velde. - Dla nas najważniejsze pozostawało to, by je wygrać za wszelką cenę i potrzebowaliśmy na koniec czegoś wyjątkowego, by tego dokonać. Kiedy dowiedziałem się, że nie wyjdę od początku spotkania, byłem trochę zły i rozczarowany, ale mentalnie pozostawałem gotowy, jak bym miał zacząć je od pierwszej minuty. Rozumiem, jak działają rotacje i że ja oraz „Marchewa” sporo graliśmy tej jesieni, a do tego nie za bardzo wyszły nam ostatnie dwa mecze, lecz obaj musieliśmy zachować pełną koncentrację i gotowość. Fajnie, że dałem sygnał trenerowi, by już w kolejnych spotkaniach zacząć od początku. Bogdan Nather



GŁOS TRENERÓW

John van den BROM: - Myślę, że to był nieprawdopodobny mecz do oglądania oraz uczestniczenia w nim, a przez lata nagrania z niego będą długo obiegać internet oraz telewizję. Chciałbym wyrazić duży szacunek do zawodników obu drużyn za to, że rywalizowali w takich warunkach, bo to z pewnością nie było łatwe. Cieszę się jednak przy tym bardzo, że to my wygraliśmy, bo to dla nas po porażce w ubiegły weekend z Widzewem wiele znaczy. W przerwie poświęciliśmy sporo czasu na to, by rozmawiać jak radzić sobie w takich okolicznościach, ale w drugiej w jeszcze większym stopniu przyszło nam obserwować taki typowy mecz walki. Oba zespoły bardzo starały się sięgnąć po zwycięstwo, ale moim zdaniem to my lepiej zaadaptowaliśmy się do tej rzeczywistości, co przesądziło o naszej wygranej.


Kamil KUZERA: - Po pierwsze i najważniejsze - chciałbym podziękować naszym kibicom za to, że pokazali, że wierzą i wspierają tę drużynę. Po drugie podziękowania należą się wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że to spotkanie zostało rozegrane. Dzisiaj każdy pracownik zakasał rękawy, żeby do meczu doszło i za to wielkie dzięki. Co do meczu, warunki były jakie były i wiedzieliśmy o tym, co nas czeka. Powiedzieliśmy sobie od razu, że cokolwiek wydarzy się na boisku, musimy zejść z niego z podniesioną głową i pomimo porażki tak się stało. Przegrane się zdarzają, ale mam poczucie, że daliśmy z siebie wszystko.