19 mieć lat...

Z DRUGIEJ STRONY - Andrzej Grygierczyk

Od dobrych kilku lat nasilał się lament wywołany coraz słabszymi wynikami skoczków narciarskich. Tym był on większy, im bardziej w mrokach przeszłości niknęły medale Adama Małysza, Kamila Stocha, Dawida Kubackiego; oczywiście medale olimpijskie. Zanosiło się, że na powtórkę ich sukcesów będziemy czekać długimi latami, bo następców nie było widać, a starszaki szczyt formy miały już za sobą. Towarzyszył temu inny lament – związany z tym, że nie szkolimy, źle szkolimy, trenerów mamy niedouczonych, niedoświadczonych, a na dodatek nikt z zagranicy specjalnie (już) się do roboty z naszą kadrą nie palił. Bo... wypalił się jej potencjał.

I oto mamy Kacpra Tomasiaka, świeżo upieczonego srebrnego medalistę olimpijskiego! Mistrza, który jeszcze rok temu był znany zapewne tylko wąskiemu kręgowi ludzi związanych ze skokami. Fakt, już od początku sezonu 2025/26 dawał sygnały, że ma papiery na dalekie skakanie, wysoko plasując się w klasyfikacjach poszczególnych konkursów Pucharu Świata – choć na podium nie stanął ani razu. Naturalną koleją rzeczy zaczęliśmy w nim upatrywać lidera naszej kadry w perspektywie igrzysk, bo cała reszta, nie wyłączając rutyniarzy, nie umiała przeskoczyć... samych siebie.

No ale żeby z tego wszystkiego urodził się srebrny medal olimpijski?! To mogło być co najwyżej naiwne marzenie, no bo - twardo stąpając po ziemi - jak Kacper mógł się mierzyć z największymi świata skoków? Z tymi, którzy od lat byli (są) w nich dominatorami? A on, cóż, 19-latek Bystrej, który mógł co najwyżej nieśmiało podpatrywać, co robią i jak robią, żeby być wielkimi...

19 lat... W tym wieku Wojciech Fortuna sięgnął w 1972 roku po złoto w Sapporo. Może więc w tej liczbie jest jakaś magia, która z jednej strony napędza, z drugiej daje siłę, odwagę, a i swego rodzaju... bezczelność właściwą młodości?

Fortuna zabłysnął właściwie raz; i zgasł. Może dlatego, że był taki pierwszy, taki naonczas jedyny, taką gwiazdą w smutnej szarości. No! Bo był też dzieckiem PRL-u z wszystkimi jego obciążeniami i absurdami; i był dzieckiem Zakopanego z jego specyficznym klimatem, i nie temperaturę i urodę mam na myśli, a obyczajowość, która – powiedzmy – utrzymaniu formy (fizycznej i psychicznej) słabo sprzyjała.

Jak będzie z Kacprem Tomasiakiem? Na pewno będzie musiał mieć stalowe nerwy, by dać odpór gwałtownemu przypływowi popularności, a także by nadal żyć ze świadomością, że każdy kolejny sukces będzie wymagać ogromu pracy, w której nie ma miejsca na samozadowolenie. By nie doszło do zatrucia srebrem i by sukces w Predazzo nie był jego jedynym dokonaniem, a - oby! początkiem serii sukcesów na miarę starszych kolegów.

Przy takich okazjach na ogół pada też inne pytanie: co my z tym sukcesem zrobimy? Jak go marketingowo opakujemy, jak go szkoleniowo wykorzystamy, jak skonsumujemy to, że niechybnie wiele dzieciaków zechce udać się na skocznię i próbować swoich sił?

Przy tej okazji na jeszcze jedno pytanie chciałoby się uzyskać odpowiedź: czy Kacper jest dzieckiem systemu, czy też samorodkiem, który rozkwitł wbrew temu systemowi albo obok niego. Innymi słowy: jakie są źródła jego sukcesu?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się