10 rzeczy, które wiemy o 1. lidze
Bitewny pył ekstraklasowego zaplecza opadł, ukazując realia i fakty, na które można spojrzeć spokojnie, już na chłodno i z odpowiednim dystansem.
Karol Czubak to lider klasyfikacji strzelców I ligi.
I LIGA
Podsumowywać można na różne sposoby, a jednym z najlepszych jest jakże praktyczne „10 rzeczy o...”. Tym razem zaprezentujemy te rzeczy, które wiemy o 1. lidze na (mniej więcej) półmetku rozgrywek i po zakończeniu rundy jesiennej (która mimo grudnia zahaczyła już też o kawałek wiosny).
1. Bruk-Betowi może zaszkodzić tylko... Bruk-Bet
Patrząc na skład, jakim dysponują „Słonie”, można sobie wyobrazić mocniejszych na papierze pierwszoligowców. Nie znaczy to bynajmniej, że Termalica jest słaba albo niegodna walki o awans. Jest wręcz przeciwnie, ale jeśli spojrzy się na nazwiska w zespołach Arki, Miedzi czy obu Wiseł, te wcale nie muszą się niecieczanom kłaniać. Mimo tego to właśnie w tej małopolskiej wiosce została stworzona najsilniejsza „paka” zaplecza. Trener Marcin Brosz znakomicie poukładał posiadane klocki i zmontował z nich drużynę na miarę złotego medalu I ligi. Bruk-Bet zdobył aż 45 punktów w 19 spotkaniach, co jak na standardy tych rozgrywek jest rezultatem wręcz olśniewającym. Rok temu na tym etapie Motor Lublin miał 10 „oczek” mniej, a w latach wcześniejszych liderzy punktów mieli: ŁKS Łódź 38, Miedź 41... Bruk-Bet 44, Warta 37, Raków 42, Chojniczanka 35, Chojniczanka 36, Wisła Płock 37, Bruk-Bet 41, Górnik Łęczna 38 czy... Flota Świnoujście 40.
W zdecydowanej większości kluby te awansowały potem do ekstraklasy, wyjątkiem były tylko dwa przypadki - Chojniczanki oraz Floty. Jak widać, solidne wyniki w 19. kolejkach w ostatnich latach wykręcała również Termalica, która obecnie jest w elicie więcej niż jedną nogą. Tylko kompletna katastrofa mogłaby spowodować, że „Słonie” nie zajmą któregoś z dwóch pierwszych miejsc! A jaką ta katastrofa może przybrać twarz? Plaga kontuzji, jakieś kłótnie, dziwna niemoc... Z tak doświadczonym trenerem jak Brosz będzie o to jednak trudno, choć owa katastrofa może przybrać jeszcze jedną, a właściwie kilka nienawistnych twarzy...
2. Awans nadal otwarty
Te twarze nazywają się Arka Gdynia, Miedź Legnica, a może też Ruch Chorzów i Wisła Płock. To już kolejny sezon 1. ligi, w którym na czele nie ma miejsce dla słabeuszy. Odkąd z ekstraklasy spadła Wisła Kraków, potem Lechia Gdańsk, odkąd wrócili „Niebiescy”, a wiele klubów uległo porządnej profesjonalizacji, poziom zaplecza poszedł mocno do góry. Tym ekipom, które kiedyś mogły jeszcze jako tako ślizgać się w 1. lidze, teraz jest zdecydowanie trudniej, bo w rozgrywkach więcej jest dobrych piłkarzy, także tych „ekstraklasowych”, ale również obcokrajowców, kuszonych coraz to lepszymi warunkami finansowymi oferowanymi przez niektórych.
Warto zresztą zerknąć na zestawienie liderów po 19. kolejkach z poprzedniego punktu. Obecny wicelider, Arka, ma 40 punktów, czyli więcej niż niektórzy liderzy z minionych lat! Zamykająca podium Miedź ma 38 „oczek”, również więcej niż przyzwoicie. Oczywiście, nie jest tak, że całe trio ma po nie wiadomo ile punktów, bo w końcu potentaci grają też ze sobą, a wtedy ktoś musi je tracić. W gronie mocnych należy także wymienić Wisły Płock i Kraków, Górnika Łęczna, Polonię Warszawa, Stal Rzeszów czy ŁKS Łódź. Rzecz jasna zespoły te raczej będą mogły myśleć co najwyżej o barażach, a nie o awansie bezpośrednim. Ten w pierwszej kolejności będzie celem „podiumowców”, którzy nie bez kozery mają co najmniej kilkupunktowe swobody nad peletonem.
3. Wisła wcale nie jest taka wielka
Odkąd „Biała gwiazda” spadła z ekstraklasy, cały czas słyszy się o tym, jak bardzo musi ona wrócić do elity. Że w 1. lidze jest tylko na chwilę, że to tylko wypadek przy pracy... że sama marka klubu wystarczy do tego, aby zostawić w tyle rywali niegodnych jej chwały. Oczywiście głosy te z każdym kolejnym sezonem są coraz słabsze, bo Wisła Kraków wcale nie jest taka wielka, jak się niektórym wydaje. Rzecz jasna jest wielka jako całość, jako społeczność, jako wypchana gablota i tak dalej. Jednakże w kwestiach sportowych nie ma na ten moment racjonalnych argumentów ku temu, aby uważać 13-krotnych mistrzów Polski za pierwszoligową potęgę. Tą w tej chwili zdecydowanie nie są.
I jeszcze raz – to też nie jest tak, że Wisła jest jakimś „ogórkiem”. Pucharu Polski – mimo nie najgorszego terminarza – przypadkiem nie zdobyła, w europejskich pucharach nie bez powodu straszyła znacznie wyżej notowanych oponentów. Ale gdy zniknął ścisk międzynarodowych meczów, które były dobrą i zrozumiałą wymówką, okazało się, że krakowianie nie zaczęli gonić ligi z kopyta. Owszem, poprawili swoją grę, choć wpływ na taki stan rzeczy miała też poprawa sytuacji kadrowej, bo kontuzje trapią „Białą gwiazdę” niemalże nieustannie. Poza nimi jednak w zespole przydałoby się też jeszcze trochę jakości. Ile meczów Wisła wygrywała dzięki fenomenowi Angela Rodado? Poza tym obrona nie jest najstabilniejsza, na skrzydłach też mogłoby być lepiej, a regularność i powtarzalność to słowa, o których trzeba by jeszcze przy Reymonta doczytać w słowniku. Zresztą... więcej o Wiśle przeczytacie na str 8.
4. Pieniądze szczęścia nie dają
Warto też zatrzymać się na chwilę przy drugiej Wiśle, tej z Płocka. Jest to dość ciekawy piłkarski podmiot, bo rozsławiony nie tyle piłkarzami, frekwencją czy widowiskową grą, ale... radnym Michałem Sosnowskim, który swoimi butnymi komentarzami, pełnymi pychy, bynajmniej nie przysporzył „Nafciarzom” sympatii. Jego „kozaczenie” w sieci odbiło się w taki sposób, że ci, którym do tej pory płocczanie nie wadzili, którzy mieli do nich do tej pory stosunek typowo neutralny, a którzy byli świadkami jego wypowiedzi, zaczęli życzyć Wiśle źle. Przypominano, że jeszcze kilka lat temu – w ekstraklasie – klub ten był jednym z pionierów, jeśli chodzi o zabawne filmiki promocyjne, czym wzbudzał sympatię ogółu. Sosnowski zaczął tę sympatię zacierać. Wielu kibiców nie wymieni 5 piłkarzy grających dziś w Płocku, ale wymieni nazwisko Sosnowskiego. Idealne zobrazowanie czarnego PR-u.
Oczywiście kolejną sprawą jest porządnie odkręcony kurek z miejskimi pieniędzmi, który leje się na Wisłę jak... rzeka. O roli samorządów w finansowaniu profesjonalnego sportu – a głównie piłki nożnej – można by napisać książkę, ale znowu na pierwszy plan wszedł tu pan Sosnowski, który tłumaczył takie metody słynnym „bo chcemy i możemy”. Buta? Jasne, ale z drugiej strony ma chłop trochę racji z tym, że to płockie pieniądze i to sami płocczanie decydują, jak je wydawać, m.in. wybierając radnych. Inna sprawa, że taki a nie inny budżet ma związek z państwową rafinerią położoną na terenie Płocka, a jak wiadomo – nie każdy może liczyć na taki przybytek w swoim mieście. „Nafciarze” wydali kupę kasy na kontrakty dla dużych (jak na 1. ligę) nazwisk, jak Dominik Kun, Dani Pacheco czy Bojan Nastić. Ściągnęli trenera Mariusza Misiurę, który chce grać w piłkę „jak należy”, ale to wszystko daje na razie „tylko” 5. miejsce i serię 6 spotkań bez wygranej, przełamaną dopiero w ostatnim meczu roku z Wartą Poznań. Nie trzeba chyba mówić, że nie brakowało głosów radości z takiego stanu rzeczy...
5. Beniaminkowie nie dojeżdżają
Nowo przybyli radzili sobie w 1. lidze różnie, ale zazwyczaj był wśród nich ktoś, kto co najmniej się wyróżniał. Ba, nie brakowało drużyn, które od razu po wejściu na zaplecze stawiały kolejny krok i siłą rozpędu wchodziły do ekstraklasy razem z framugą. Wymienić tu można ostatnio Motor Lublin, rok wcześniej Ruch Chorzów, w 2021 roku Górnika Łęczna po barażach... Teraz na taką historię nie ma szans.
Wszyscy beniaminkowie – a są nimi Kotwica Kołobrzeg, Stal Stalowa Wola i Pogoń Siedlce – wyraźnie odstają od reszty stawki. Kołobrzeżanie zaliczyli solidny początek, ale potem zanotowali 11 spotkań bez wygranej, z których przegrali aż 8. Stal i Pogoń nie wychodzą ze strefy spadkowej i do bezpiecznej lokaty mają, kolejno, 6 oraz 8 punktów. To różnice szalenie trudne do zniwelowania, tym bardziej jeśli... na boisku nie ma nadmiaru jakości. Z całym szacunkiem dla graczy, którzy reprezentują te kluby. Pogoń latem tylko się osłabiła, w Stali były problemy finansowe i też brak porządnych wzmocnień, z kolei o kłopotach Kotwicy i sposobie, w jaki działa jej prezes Adam Dzik, jest głośno na całą Polskę. Jej kadra może by uszła w praniu, mimo że latem transfery pozostawiały tam wiele do życzenia. Jednakże z czasem bolączki organizacyjne zaczęły brać górę, aż w końcu drużynę postanowił opuścić jej najlepszy zawodnik, Brazylijczyk Jonathan Junior. Jeśli w Kołobrzegu się nie ogarną, to może czekać ich nie tylko spadek (są ostatnią bezpieczną obecnie drużyną), ale i znacznie większe problemy, których nie będzie można załatwić pustymi obietnicami prezesa.
6. Karol Czubak musi sprawdzić się w ekstraklasie
Urodzony w Słupsku napastnik jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci 1. ligi. Ma 24 lata, więc jeszcze kawał kariery przed nim, ale na razie nie było mu jeszcze dane zasmakować gry w najwyższej lidze. Wydaje się to jednak kwestią czasu. Karol Czubak prezentuje bowiem znakomitą dyspozycję właściwie w każdym sezonie. W sumie rozegrał na zapleczu 134 spotkania, strzelając 64 gole i notując kilkanaście asyst – prawie wszystkie w barwach Arki, którą reprezentuje od 2021 roku. Jego bramkowe dorobki w Gdyni, patrząc sezon po sezonie, to 12, 21, 15, a teraz – mniej więcej na półmetku – ma już 14 trafień. Czy Czubak idzie na rekord?
24-latek w minionej rundzie został rekordzistą Arki pod względem liczby strzelonych goli. Wyprzedził słynnego Brazylijczyka Marcusa da Silvę, który również w minionej rundzie przeszedł na emeryturę. Okazuje się także, że właśnie da Silva miał wielki wpływ na przyszłość Czubaka i fakt, że ten pozostał w Gdyni. – Nie jest też tajemnicą, że regularnie wpływają zapytania i oferty od innych klubów, z Polski jak i z zagranicy – mówił Czubak w trakcie letniego okienka transferowego. Da Silva był jednak przekonujący, bo napastnik we wrześniu przedłużył umowę do 2026 roku. Nie ma jednak pewności, że ją wypełni, bo jeśli Arka po raz kolejny nie awansuje do ekstraklasy, zatrzymać go w Gdyni będzie niezwykle trudno. Wypadałoby bowiem, żeby Czubak wreszcie przetestował się w elicie.
7. Górnika trzeba szanować
W gronie tych największych klubów 1. ligi dość dyskretnie odnajduje się ekipa z Łęcznej. Nie ma co ukrywać, że nie jest to zespół rozpalający wyobraźnię polskich kibiców, bo znacznie więcej mówi się o tych, którzy są dookoła Górnika. Tymczasem to właśnie „Duma Lubelszczyzny” zimuje na miejscu barażowym, wyżej niż Wisła Kraków, ŁKS czy – notująca mocny start – Stal Rzeszów. Na łęcznian trzeba uważać, bo jest to zespół, który doskonale zna realia pierwszoligowe i wie, jak zakręcić się w czołówce. W 2014 i 2021 roku Górnik awansował do ekstraklasy, w tym drugim przypadku po barażach. Również w minionym sezonie drużyna ze wschodniej Polski zajęła miejsce barażowe, ale w półfinale przegrała po karnych derby z Motorem Lublin.
Czy ponownie łęcznianie zawalczą o ekstraklasę? Nie można tego wykluczyć. Warte pochwały jest to, że drużyna pod wodzą trenera Pavola Stano przeszła latem wielką rewolucję. Odeszło kilku podstawowych, by nie powiedzieć kluczowych piłkarzy, którzy jednak zostali doskonale zastąpieni. Górnik nie był jedyną drużyną, gdzie pion transferowy miał mnóstwo do roboty (jeszcze np. Ruch, Odra, Wisła Płock czy Znicz), ale biorąc pod uwagę ogół możliwości i strat, udało mu się to bardzo dobrze. To zespół warty szacunku, mający potencjał na czarnego konia rozgrywek.
8. Wiek nie gra roli
Średni wiek piłkarza 1. ligi jest tylko nieznacznie niższy od piłkarza ekstraklasowego. Wiadomo, że do młodzieży świat należy, ale również futbolowi „seniorzy” odnajdują się na zapleczu znakomicie. Najlepszym tego przykładem jest Radosław Majewski, który kilka dni temu skończył 38 lat. To gwiazda Znicza Pruszków, człowiek stamtąd, radny miejski, pomagający miastu nie tylko na boisku, ale i poza nim. Ofensywny pomocnik ma najwięcej asyst w I lidze, bo 9, dorzucił też do tego 4 gole, co oznacza, że miał bezpośredni udział przy 13 z 27 bramek mazowieckiego zespołu! Niebezzasadne są głosy sugerujące, że to właśnie Majewski powinien zostać uznany za MVP rundy jesiennej. Co więcej, jak i w Łęcznej, tak w Pruszkowie latem doszło do szeroko zakrojonych zmian, więc 38-latek postanowił wziąć ciężar odpowiedzialności za Znicza na swoje doświadczone braki, dzięki czemu ten... ciągle ma realne szanse na baraże! Wszystko jednak zależy od... Majewskiego.
Oczywiście nie tylko pruszkowianin ma już do końca kariery bliżej niż dalej, a radzi sobie w I lidze znakomicie. Drugim liderem Znicza jest bowiem także 37-letni bramkarz Piotr Misztal, grający tam od 2015 roku. Młodziutką Stal Rzeszów stara się trzymać w ryzach reprezentant Luksemburga Sebastian Thill, który dwa dni przed Sylwestrem skończy 31 lat, a ważną postacią Ruchu jest 35-letni Maciej Sadlok.
Marcel Łubik (piąstkujący) to największa gwiazda GKS-u Tychy. Fot. Łukasz Sobala/Press Focus
9. Dobry bramkarz to podstawa
1. liga to rozgrywki, które bywają specyficzne, toporne, a o wyniku meczu często decyduje tam jedna akcja czy jeden błąd. Dlatego kluczem jest, aby między słupami mieć pewniaka, który nawet, gdy koledzy zawodzą, podaje drużynie tlen niezbędny do życia. Siłą rzeczy w klasyfikacji czystych kont przewodzą golkiperzy czołówki, którzy prócz własnych umiejętności mają przed sobą solidne bloki defensywne. Stąd na pierwszy plan wysuwają się takie nazwiska, jak Adrian Chovan (Bruk-Bet, najwięcej meczów bez straty, bo 11), Jakub Wrąbel (Miedź, 9) czy Damian Węglarz (Arka, 8). Wspomniany w kontekście Znicza Misztal także robi kapitalną robotę, a absolutnym strzałem w dziesiątkę okazał się dla GKS-u Tychy Marcel Łubik.
Wypożyczony z Augsburga bramkarz zachował 9 czystych kont, tyle samo co drugi w zestawieniu Wrąbel. A jak przecież wiadomo, tyszanie zawodzili na całej linii i zamiast o awans walczyli o swój byt na zapleczu. Aż strach pomyśleć, gdzie byłby GKS, gdyby nie 20-latek! Oczywiście, ma drobną rysę w postaci błędu, jaki popełnił w derbach z Ruchem, przez który jego zespół przegrał prestiżowe spotkanie. Poza tym jednak nieporównywalnie więcej tyszanom dał niż zabrał. Pod tym kątem tę pozycję należy uważać za lepiej obsadzoną niż np. w Chorzowie. Młodzieżowy reprezentant Słowenii Martin Turk nie kosztował mało, miał być hitem, a jak na razie... jest po prostu przeciętny. Jeśli nawiąże do poziomu, jakiego się od niego oczekuje, Ruch będzie jeszcze mocniejszy niż był w drugiej części jesieni.
10. Górnośląska myśl szkoleniowa
Na koniec warto wspomnieć o ciekawym wątku szkoleniowym. W 1. lidze jest obecnie 18 klubów, których prowadzi aż 6 trenerów z Górnego Śląska. To jedna trzecia! Kilku przedstawicieli ma też Pomorze czy Mazowsze, ale najsilniejszy pod kątem prowadzenia drużyn jest region, gdzie sumarycznie zdobyto najwięcej mistrzostw Polski. Lidera z Niecieczy prowadzi Marcin Brosz z Knurowa, wicelidera z Gdyni objął Dawid Szwarga z Jastrzębia-Zdroju, czwarty Ruch prowadzi Dawid Szulczek ze Świętochłowic, dziewiąty ŁKS Jakub Dziółka urodzony w Chorzowie, dwunasty GKS Tychy Artur Skowronek z Bytomia, czternastą Odrę Jarosław Skrobacz z Wodzisławia Śląskiego. Dodatkowo jeszcze niedawno Chrobrego Głogów prowadził Piotr Plewnia z Opola, a Adam Nocoń z Pogoni Siedlce, choć pochodzi z dolnośląskiego Bolesławca, również ma mnóstwo powiązań z Górnym Śląskiem.
Piotr Tubacki
