NA KOLEJKĘ ZAPRASZA JÓZEF DRABICKI


Każda passa kiedyś się kończy

Rozmowa z wieloletnim dyrektorem sportowym, a potem prezesem Piasta Gliwice


Piast w piątek wieczorem gra w Białymstoku i rodzą się dwa pytania: czy gliwiczanie przerwą serię siedmiu wygranych meczów przez Jagiellonię w tym sezonie u siebie i czy po raz kolejny będziemy świadkami remisu w wykonaniu zespołu Aleksandara Vukovicia?


- Przejście Piasta z serii remisów na ścieżkę zwycięstw jest bardzo prawdopodobne. Jagiellonia „leży” Piastowi. Jak dobrze pamiętam, to lata temu w meczu z nią swojego pierwszego gola w ekstraklasie strzelił Kamil Wilczek (było to w marcu 2009 roku – red.). Był wtedy remis. Uważam, że Piast, grając tam, jest w stanie przerwać dwie passe – swoją remisową i tę związaną ze zwycięstwami drużyny z Białegostoku u siebie. Nic nie trwa wiecznie, a czuję, że to jest w końcu ten moment, w którym Piast się przełamie. Mocno trzymam kciuki, żeby tak właśnie było.


Michał Chrapek i jego koledzy z Piasta mają coś do udowodnienia. Fot. Tomasz Kudala/PressFocus


Gdzie szukać niemocy zespołu Aleksandara Vukovicia i przyczyn aż 11 remisów na 15 gier?


- Najprostszym wytłumaczeniem jest brak rasowego napastnika. W tej chwili nie ma kogoś, na kogo można liczyć z przodu. Kamil Wilczek jest kontuzjowany, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że nawet jak wróci, to... już ma swoje lata. Przydałoby się zbudowanie z przodu kolejnej na tę miarę postaci. Bez napastnika jest ciężko, a mając kogoś w przodzie, kto zapewnia gole, są zwycięstwa. Można coś przegrać, ale zawsze jest lepiej, gdy się raz wygra i raz przegra, a nie notuje w tym samym czasie dwa remisy.


Na czele tabeli znajduje się Śląsk z 33 punktami. Czy pana zdaniem wrocławianie pierwsze miejsce „dowiozą” do końca roku?


- Powinni znowu zapunktować w Radomiu. Wierzę w zespół prowadzony przez trenera Magierę. Zresztą darzyłem i darzę go sympatią. Pamiętam, jak pan Jacek, jako początkujący szkoleniowiec, przyjeżdżał do nas do Gliwic jeszcze na stary stadion. Zawsze wysoka kultura, osoba na poziomie. To dobry człowiek i dobry trener. Trochę może brakowało mu szczęścia, ale teraz złapał rytm, a z zespołu bez wyrazu stworzył dobrze funkcjonującą drużynę, która ma swoje oblicze. To duża zasługa szkoleniowca. Trener Magiera pokazał już wcześniej, że na prowadzonych przez siebie drużynach potrafi odcisnąć piętno, potrafi przekazać jedenastce swoje wartości. Myślę, że Śląsk utrzyma swoją pozycję do końca roku.


Piast wiosną 2018 roku uratował ekstraklasę ostatnim meczem, żeby rok później świętować historyczne mistrzostwo Polski. Śląsk w poprzednim sezonie ekstraklasę zapewnił sobie także w ostatniej kolejce. Wrocławianie mogą iść drogą wytyczoną przez jedenastkę z Gliwic?


- Analogia jest duża. Śląsk, jak pokazuje swoją imponującą punktową zdobyczą, zmierza w tym kierunku. W walce o mistrza kraju na pewno może się liczyć, tym bardziej że nad Jagiellonią ma 3 punkty przewagi, nad Lechem cztery, a straty Legii – mimo że ta ma jeszcze jeden zaległy mecz – są już znaczne. Trzymam ze Śląsk i Jacka Magierę kciuki, żeby udało im się zdobyć mistrzostwo. Ten szkoleniowiec swoją postawą na pewno na to zasługuje.


Przenieśmy się na drugi koniec tabeli. Mecz Ruchu z Koroną w niedzielę na Stadionie Śląskim. Widzi pan jakieś światełko w tunelu dla „Niebieskich”?


- Ruch ma zespół, który powinien punktować lepiej. Nie wiem, czy zmiana trenera akurat teraz była zasadna, ale jest nowy szkoleniowiec, Jan Woś - trener na dorobku - który innym spojrzeniem na futbol może sprawi, że ta drużyna się odbije. Różnice punktowe nie są duże. Nie ulega wątpliwości, że mecz z Koroną jest dla chorzowian bardzo ważny. Nie chcę mówić, że to spotkanie ostatniej szansy, bo gier do końca jeszcze sporo zostało, ale to niezwykle istotne spotkanie. Jak uda się zdobyć trzy punkty, to będzie takie odbicie. Ważne, żeby Ruch utrzymał się w ekstraklasie, bo to klub z pięknymi osiągnięciami, to tradycja i trzymam za nich kciuki, tak samo jak za „Sportem”.


Właśnie, wspomniał pan o „Sporcie”. Jaki jest pana komentarz do tego, że gazeta ma zostać zamknięta?


- Jestem bardzo zaskoczony tym, że „Sport” miałby zniknąć. Dla wielu osób życie bez tej gazety byłoby uboższe. Ludzie czytają „Sport”. Sam wiem po swoim przykładzie, jak spotykamy się z Wackiem Cholewą, Januszem Bodziochem, z innymi... Wszyscy nieraz odwoływali się do tego, co „Sport” napisał. Trzymam kciuki. Moja sympatia i wsparcie jest absolutnie po waszej stronie, po stronie redakcji! Nieraz przecież rozmawialiśmy. To tyle lat, tyle wspomnień, że nie da się, ot tak, wszystko zamknąć i sucho zakomunikować, że tak po prostu kończymy. Walczyć trzeba, trzeba się bronić. Jestem całym sercem z wami!

Rozmawiał Michał Zichlarz