(...)

REMANENT, cotygodniowy felieton Jerzego Chromika

Nie zawsze jest blisko do śmiechu, czasami krócej do łez.

Gdy w stacjach informacyjnych przerwano opowieści o arktycznym wyżu czy cieśninie Ormuz i usłyszałem o śmierci drugiego trenera kadry, miałem tylko jedno skojarzenie. Tragiczny wypadek drogowy! Było ich przecież dużo, nie tylko w naszym futbolu. Innego wytłumaczenia raczej być nie mogło, bo przecież dotyczyło to kogoś przed pięćdziesiątką.

Nie przeprowadziłem z Nim żadnego wywiadu. Ale dobrze Go znałem. Nadawaliśmy na tych samych falach i wystarczał nam uścisk dłoni i uśmiech po powitaniu.

Po tej przesmutnej informacji i kolejnych zdaniach niedowierzania rozpoczął się w Internecie wyścig przeróżnych wspomnień. Każdy chciał pokazać swoje zdjęcie, gdy przy Nim stał. Selfie w czerni zalewały strony. Tylko Marek, brat Jacka, poprosił, by ich fotografia pozostała kolorowa. Ból nie musi być zawsze czarno-biały.

Kilka godzin po porannym wylewie żalu zadzwonił Marek Pietruszka, były prezes Legii. To on zapłacił za transfer Jacka na Łazienkowską, a potem zawiózł Go pod pierwszy warszawski adres na ulicy Żeromskiego. Działacz sprzed lat zna wiele historii z tamtego czasu. Jedna jest znamienna.

W seniorskiej Legii poza Magierą pojawił się wtedy rudy, lewonożny zawodnik. Podczas jednej z gier wewnętrznych dokuczał i stale ubliżał Jackowi. Ten pozostawał niewzruszony. Po zajęciach usłyszał więc pytanie przełożonego, dlaczego puszcza obelgi mimo uszu i nie odpowiada tym samym. On, kapitan medalowej młodzieżówki...

– Prezesie, nie mogę, bo ja nie przeklinam.

To było i jest tak rzadkie na boiskach ligowych, że Pietruszka ustalił z trenerem, że jeśli Magiera kiedykolwiek przeklnie, to dostanie 500 złotych premii. Trochę meczów upłynęło, ale Jacek zobaczył wreszcie żółtą kartkę, bo zapytał sędziego:

– Co pan, k..., gwiżdże?

Dostał tę premię prezesa, ale... się nie cieszył.

To 69. felieton w „Sporcie”, nie tak śmieszny jak prawie wszystkie do tej pory. I symboliczny, bo skończyłem 69, a Jacek był młodszy ode mnie o dwadzieścia. Pomyślałem znowu po tym przedwczesnym odejściu, że bycie to nieustanne balansowanie między życiem a śmiercią.

Nie ma dobrego sposobu, żeby skomentować to niezwykłe odejście niezwykłego człowieka. Można prześcigać się w odmianie wyrazów ubolewania i współczucia, opowiadać o znajomości, ale można też inaczej. Skoro ta śmierć spadła na nas jak grom z wiosennego nieba i przerwała taki życiorys, to można ją przecież oznaczyć jak przerwę w tekście – (...).

Stąd taki tytuł. Bo są chwile, że słowa po prostu nie wystarczają.

Po pożegnaniu Taty wykorzystałem w nekrologu cytat:

Są odejścia, które dają nowy rodzaj obecności.

Niechaj tak będzie także z Jackiem Magierą.


Fot.  Mateusz Porzucek / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się